Wspomnienie o Andrzeju Ćwieku
Andrzeja poznałam prawdopodobnie już jesienią 1992 roku, kiedy ja zaczynałam studia, a on właśnie je kończył. Studiowaliśmy archeologię śródziemnomorską w ówczesnym Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Nasze drogi skrzyżowały się w kamienicy przy ulicy Widok 10, gdzie mieściły się wówczas Zakłady Archeologii Egiptu i Archeologii Bliskiego Wschodu. Znajdowała się tam również część biblioteki Instytutu, z księgozbiorem poświęconym właśnie tym dwóm obszarom archeologii. Spędzałam w tej bibliotece bardzo dużo czasu.
Miałam wtedy dziewiętnaście lat. Przyjechałam z małych Kozienic do Warszawy, z głową pełną marzeń o wspaniałościach starożytnego Egiptu, ale także z ogromnie zaniżonym poczuciem własnej wartości. Andrzeja znałam jako kolegę z wyższego roku. Studenci piątego roku wydawali mi się wówczas niemal istotami z innego świata – obyci, znający języki, mający ogromną wiedzę archeologiczną i doświadczenie, którego mnie tak bardzo brakowało.
To właśnie w bibliotece przy Widok 10 Andrzej mnie zauważył. Pewnego dnia zaprosił mnie na „egipską” imprezę do swojego domu przy ulicy Wałbrzyskiej. Nie pamiętam już dokładnie tego momentu, ale mam wrażenie, że najpierw obejrzałam się za siebie, przekonana, że przecież nie może chodzić o mnie. Szybko okazało się jednak, że zaproszenie rzeczywiście było skierowane do mnie.
Andrzej zauważył, że interesuję się Egiptem, i niemal od razu postanowił włączyć mnie do swojego towarzystwa – grona ludzi zafascynowanych starożytnym Egiptem. Był osobą, z którą zawsze można było porozmawiać, także o przyszłości i o tym, jaką drogę zawodową wybrać. To on zasugerował mi, że mogłabym zająć się ceramiką egipską. To on jako pierwszy powiedział mi, że istnieje coś takiego jak grzebień do rysowania ceramiki.
W 1995 roku pojechaliśmy większą grupą studentów do Cambridge na Międzynarodowy Kongres Egiptologów. Andrzej był już wtedy doktorantem i sam mianował się naszym opiekunem. Pamiętam, że dosłownie wziął mnie za rękę i zaprowadził na rozmowę z dr Diną Faltings, wówczas już bardzo uznaną ceramolożką pracującą w Egipcie. Chciał, żebym mogła się jej przedstawić i opowiedzieć o swoim zainteresowaniu ceramiką.
Rok później pojechałam po raz pierwszy do Egiptu, na stypendium egipskiego Ministerstwa Edukacji. W Kairze dostałam od Andrzeja odręcznie napisany list. Dina Faltings zapraszała mnie do udziału w swoim projekcie terenowym w Buto. Można sobie wyobrazić, co to dla mnie wtedy znaczyło. W następnym roku pojechałam na swoje pierwsze wykopaliska w Egipcie. Ten wyjazd okazał się początkiem mojego nowego życia.
Dziś wiem, że Andrzej był ze mnie niezmiernie dumny – że dostałam szansę i jej nie zmarnowałam. Ale równie ważne było dla mnie to, że nie było w nim ani odrobiny zawiści. Czułam, że autentycznie cieszy się z moich sukcesów.
Andrzej zawsze był sobą. Nigdy nie udawał kogoś, kim nie był, i mówił wprost to, co myślał. Paradoksalnie dawało to ogromne poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam, że jeśli coś powie, to naprawdę tak uważa. I że jeśli zdecyduje się pomóc, będzie to pomoc szczera i bezinteresowna.
Po jego doktoracie nasze kontakty stały się rzadsze, szczególnie kiedy Andrzej zdecydował się przenieść swoje życie zawodowe, ale także osobiste, do Poznania. Wiedziałam jednak, że zawsze mogę na niego liczyć.
W Poznaniu był kuratorem w Muzeum Archeologicznym, ale przede wszystkim nauczycielem archeologii, szczególnie archeologii starożytnego Egiptu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Znam jego uczniów i wiem, jak wiele dla nich znaczył – jako świetny wykładowca, mentor, a także przyjaciel. W ich wspomnieniach pozostaje człowiekiem, który potrafił nie tylko przekazywać wiedzę, ale również dostrzegać młodych ludzi i pomagać im odnaleźć własną drogę.
Dla mnie Andrzej zawsze pozostanie przede wszystkim kolegą, który uwierzył we mnie wtedy, kiedy sama tej wiary prawie nie miałam. Uwierzył w dziewczynę, która przyjechała z małego miasta do wielkiego świata w pogoni za marzeniami. Zobaczył we mnie coś, czego ja sama jeszcze nie potrafiłam dostrzec, i pomógł mi odnaleźć własną drogę zawodową.
Jestem głęboko przekonana, że bez wsparcia Andrzeja nie byłabym dziś w tym miejscu, w którym jestem. I za to będę mu zawsze wdzięczna.
Anna Wodzińska
Ismailia, Egipt








